Rozmowa z Edytą Mierzwą, właścicielką komisu z artykułami dla dzieci „Leoś”.
Na czym polega Pani praca?
– W mojej firmie jest dostępne wszystko co wiąże się z dziećmi: wózki, zabawki, ubranka, foteliki. Oczywiście są to wszystko rzeczy używane, ale w bardzo dobrym stanie. Ludzie, którym dzieci dorastają, chętnie pozbywają się akcesoriów dla niemowląt, wtedy biorę je w komis i szukam nabywców.
Kto zachęcił Panią do założenia własnej firmy?
– Dwa lata temu zgłosiłam się do Miejskiego Urzędu Pracy w Lublinie w poszukiwaniu pracy. Tam poinformowano mnie o możliwości samozatrudnienia. Dowiedziałam się również, że otrzymam bezzwrotne dofinansowanie, jeśli zdecyduję się założyć działalność gospodarczą. Postanowiłam zaryzykować.
Dlaczego zdecydowała się Pani na taką a nie inną działalność?
– Pomysł przyszedł z potrzeby chwili. Na pewno pomógł mi w decyzji mój synek, który ma w tej chwili 4,5 ro ku. W momencie, kiedy straciłam stałą pracę, życie zmusiło mnie do poszukiwania nowego zajęcia. Po okresie urlopu macierzyńskiego, wróciłam do pracy, a moja firma ogłosiła upadłość. Znalazłam się na bezrobociu. Paradoksalnie ta sytuacja była punktem zwrotnym w moim życiu.
Czy to Pani pierwsze do świadczenie w handlu?
-Tak. Skończyłam wyższe studia w kierunku administracji. U nas w rodzinie nie było tradycji handlowych. Zarówno moja rodzina jak i mąż, to osoby, które były lub są zatrudnione na państwowej posadzie.
Nie obawiała się Pani, że pomysł na biznes nie wypali?
– Bardzo wspierał mnie w moich dążeniach mąż. Razem wyszukaliśmy odpowiedni lokal na Czechowie przy ul. Kompozytorów Polskich 9. Tam urządziliśmy komis. Nazwaliśmy go od imienia naszego synka Leoś.
Czy dofinansowanie jakie za oferował MUP wystarczyło, żeby rozkręcić interes?
– Tak oczywiście. Nigdy nie zdecydowałabym się zainwestować oprocentowanej pożyczki z banku lub swoich wieloletnich oszczędności. Wiadomo inaczej wydaje się pieniądze, których nie trzeba potem oddać. Bardzo mobilizujące jest też to, że urząd pracy wymaga, żeby działalność prowadzić minimum rok po otrzymaniu do finansowania. Wydaje mi się, że gdyby nie było takiego zastrzeżenia, to większość osób nie podjęłaby ryzyka prowadzenia firmy, tylko otrzymane pieniądze wydała na inne potrzeby.
Za kwotę 12 tysięcy wynajęła Pani lokal, wyremontowała go i wyposażyła…
– Mogłam wyszukać miejsce i zaaranżować je według własnego pomysłu. To sprawiło mi wiele radości i satysfakcji. Wybieranie półek sklepowych, wieszaków, ustawianie lad. Pamiętam do dzisiaj ten dreszczyk emocji w oczekiwaniu na pierwsze go klienta. Część pieniędzy oczywiście przeznaczyłam na reklamę w tym ulotki i plakaty. Z towarem nie było kłopotu, bo na początku próbowałam sprzedać ubranka i akcesoria po swoim synku i dzieciach z rodziny i przyjaciół. Stworzyliśmy też stronę internetową www.komisleos.pl, gdzie staramy się eksponować aktualną ofertę. Nie prowadzimy natomiast sprzedaży internetowej.
Czy jakieś inne korzyści poza finansowymi czerpie teraz Pani ze swojej pracy?
– Przede wszystkim dużą przyjemność z wykonywanej pracy. Każdego ranka budzę się ze świadomością, że nie muszę zastanawiać się, w jakim humorze będzie mój szef. Sama wyznaczam sobie urlopy i wolne dni. Moi stali klienci są bardzo wyrozumiali. Nigdy nikt nie zrobił mi wymówki, że sklep był zamknięty. Staram się, żeby komis przeze mnie prowadzony był miejscem do którego z przyjemnością się zagląda i robi w nim zakupy. Stawiam na atmosferę. Mam już stałych klientów, którzy polecają mnie innym znajomym.To bardzo miłe, kiedy ktoś wychodzi z mojego sklepu zadowolony, a potem zawsze tu wraca. Są też korzyści finansowe, co daje poczucie niezależności. Pracuję sama i na własne konto. Myślę, że jestem jeszcze na tym etapie, że zatrudnienie dodatkowej osoby byłoby zbyt kosztowne. Koszt pracownika nadal w Polsce jest bardzo wysoki, pensja to jedna rzecz ale wszystkie świadczenia, które idą w ślad za umową o pracę są na moje możliwości nie do pokonania. Akurat minęły dwa lata, kiedy płaciłam niższą składkę ZUS ponad 300 złotych jako osoba rozpoczynająca pierwszą działalność. W tej chwili muszę płacić 800 złotych. Na pracownikana razie mnie nie stać, ale daję sobie radę.
Co można kupić w pani sklepie?
– Robię bardzo skrupulatną selekcję rzeczy, które przyjmuję do komisu. Na przykład staram się, żeby ubranka były dobre gatunkowo i niepowtarzalne. Oczywiście przyjmuję rzeczy niezniszczone. W moim sklepie są one ładnie wyeksponowane. W drugiej części magazynowej przechowuję wózki dziecięce, rowerki, chodziki, foteliki. Na wiosnę planuję rozbudowę sklepu tak, aby te duże rzeczy też były wyeksponowane. Obecnie tylko w pogodne i suche dni wystawiam je przed sklep.
W jaki sposób działa komis?
– Ktoś przynosi do mnie rzeczy i proponuje cenę, moja marża to 30 % jeżeli mówimy o rzeczach do 50 złotych, a powyżej tej kwoty marża wynosi 20%. To taki standard, z tego co wiem, większość komisów tak właśnie funkcjonuje. Początkowo prowadziłam sama księgowość, ale z czasem jak interes się rozkręcał zmuszona byłam korzystać z fachowej pomocy. To wszystko wymaga systematyczności i odpowiedzialności w prowadzeniu rachunków.
Źródło: Kurier Lubelski



